Szybko rzuciłem się na to wszystko co przyszło. Teraz się trochę uspokoiłem, przynajmniej tkwię w takim złudzeniu.
Piękne złudzenie. Pieniądze, wpływy, kontaktykonszachty i dawanie dupy nie mają tutaj nić do gadania. Sraty pierdaty.
Ogarniam. Powoli. To co ważne. Spóźniam się dalej do pracy, ale kto by chciał przychodzić na czas. Właśnie miałem do czynienia z dużym dylematem: chleb czy wołanie kliszy?
Jeszcze raz będę musiał się wybrać do przychodni… dokument wciąż w toku, wciąż jakoś nie widzę zakończenia. ale już jest dobrze.

Inne sprawy fot. muszą poczekać, a to z braku funduszy, a to z braku pogody.
Póki co.
Nie mam czasu na nic. bleee.
























